sobota, 16 grudnia 2006

Ekhm... idą święta?

jakoś brak mi weny jeśli chodzi o temat, stąd to zero oryginalności...
panuje ogólny maratonik (jak tam diagnozy humprawie, matifnie, matfizie, biolchemie i cała reszto? ;)) także czasu zbytnio ni ma żeby pisać. dlatego ta notka. żeby nie było że blog umarł. bo nie umarł.
tak sobię napisze jeszcze, że czyż życie nie jest zabawne? a marzenia się spełniają, nieprzywidywalne wsio. co jeszcze? hm... glonojady, pestki dyni ;) los ojos marrónes, kryzys skejcika, no i tosty dzielnie walczące w reprezentacji, aha, starczoki, prawda buciu? :D ale starczoki ciemne z białą czekoladą, o tak. mikołajki sobie były, całkiem miłe, owszem owszem. lodowisko otwarte, mrrr... aha, wieczór czwartkowy i ciarki zafundowane przez jaskółkę, normalnie tryskająca Islandyja. Aha, no i moje połówki minus ;) grudzień - miesiąc super-urodzin :D aha, we wtorek ostatni odcinek 7. serii ER ;( dalej nie puszczą, przynajmniej nic o tym nie wiadomo. no nic, na koniec dodam: szanuję się, heloł.

PS. tu też Maciuś ma zamiar zostawić ślad? ładnie, affeczko, kacwaju... z waszej strony, bardzo, bardzo ładnie ;)

PS 2: NISIA CHŁOPCZE DZIĘKUJĘ CI NIEZMIERNIE I NIEWYMIERNIE ZA WALKING IN MEMPHIS!!!!! ;)))